Klub PAJĘCZAKI przy
Stowarzyszeniu JAROCIN XXI
w Jarocinie

 

kliknij tutaj, aby wrócić do spisu


DZIEŃ Z ŻYCIA NIEPEŁNOSPRAWNEGO

Czynności dnia codziennego, poruszanie się po mieście
oraz bariery, jakie napotyka niepełnosprawny.


            Mam 28 lat, w myciu, ubieraniu się i jedzeniu daję sobie świetnie radę - Bogu dzięki. Jestem osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim tzw.aktywnym, który dzięki ludziom dobrej woli i sponsorom udało mi się zdobyć.

            Na co dzień poruszam się po mieście - nie mam z tym żadnego problemu. Rano, po zrobieniu wszystkich podstawowych rzeczy, takich jak mycie, jedzenie.itp., udaję sie do miasta, a następnie do domu kultury. Tam, dzięki ludziom dobrej woli, mogę korzystać z komputera i internetu lub czasami po południu z kafejki internetowej. Bardzo chciałbym podkreślić to "ludziom dobrej woli", ponieważ z takimi ludźmi, gdy chodzi o pomoc osobom niepłnosprawnym, bywa bardzo różnie. Mieszkam trochę jakby na peryferiach Jarocina. Mam przystanek autobusowy pod domem ale niestety co z tego, jak do autobusu sie nie dostanę, ponieważ są schody. Gdyby był autobus taki jak np. w Poznaniu, ze zdejmowaną ręcznie klapą, to by było wspaniale. Samochodu nie posiadam, po prostu nie stać mnie na niego. Być może miałbym możliwość dostania kredytu, ale przecież posiadam tą nieszczęsną rentę socjalną, która jest moim zdaniem przez banki kredytowe dyskryminowana.

            W centrum miasta są podjazdy przy chodnikach i nie trzeba prosić o pomoc. Dojazd do domu kultury zajmuje mi 40 minut. Natomiast jeśli się wybiorę na przykład na os. Konstytucji 3 Maja, os. Kościuszki , os. 1000-lecia czy inne osiedla, to jest rzeczą straszną, delikatnie opisując. Na ulicach takich jak Poznańska, Kościuszki, niestety cieżko mi jest wjechać na chodnik samemu. Na tych ulicach głównie bywam i proszę mi wierzyć, nie jest łatwo, a najbardziej na tym cierpi mój wózek, który jest aktywny (nie pokojowy) ale chyba niezbyt odporny na takie polskie dziury itp.

            Jeżeli chodzi o budynki, to mam mieszane uczucia, chociaż gdybym miał porównać koniec lat 90-tych i dzień dzisiejszy, to jest zupełnie nie do porównania. Jest znacznie lepiej, wymieniając takie obiekty jak JOK, przychodnia zdrowia na ul. Hallera, dyskont Biedronka i Powiatowy Urząd Pracy, które przedtem były niedostępne. Markety takie jak Lidl, Intermarche, Netto są dobre, bo znajdują się na parterze, ale szerokość drzwiczek w miejscach, gdzie jest obsługa, pozostawia wiele do życzenia. Nie sposób wymienić tych wszystkich sklepów, instytucji które są nie przystosowane dla osoby niepełnosprawnej. Gdybym osobno miał je opisywać, licząc te sklepiki prywatne oczywiście, to i tak może 20% jest dostępna dla osób niepełnosprawnych,

            Abym mógł wjechać do któregoś ze sklepów w centrum miasta z różnymi artykułami, nie tylko spożywczymi, oraz do dyskontu "Żabka", musiałbym mieć, nie wiem jakie, koła u wózka- chyba takie od czołgów z gąsienicami. Aby zrobić zdjęcia, mogę jedynie udać się do pana Mikołajczaka na środmiejskiej: zawsze sie tam spotykałem z miła obsługą. Na ogół ludzie bardzo chętnie pomagają, szczególnie ci młodzi.

            Nie ma mowy aby dostac się na pocztę, no może z wyjątkiem tej, która mieści się na os. 1000-lecia.Tam nie ma podjazdu, ale jak poproszę kogoś grzecznie, to pomoże mi wjechać na ten niszczęsny krawężnik. Co z tego na przykład, że jest podjazd w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Jarocinie, skoro siedziba jest na drugim piętrze, a podjazd tylko na parter! Gdybym nawet przyjechał po pieniążki (tzn. po rentę socjalną) to i tak pani nie przyjdzie do mnie, bo ma kolejkę petentów, a nie będzie specjalnie z listą do mnie schodzić - z takim przypadkiem miałem przyjemność. Więc pieniążki musi odbierać moja mama. Nie wiem, co by było, gdym jej nie miał.

            Największym chyba moim bólem jest chyba stacja PKP w Jarocinie, ponieważ trochę podróżuję samodzielnie (nie wspominam oczywiście o dostępie do samych pociągów). Stan kładek na stacji, po których mogę jako osoba niepełnosprawna przejeżdżać, naprawdę jest fatalna. Byłoby wspaniale, gdyby chociaż z jednej strony budynku PKP był podjazd i nic by mi do szczęścia nie było na tym PKP naprawdę potrzebne.


Formy rozrywki dostępne dla osoby niepełnosprawnej.


            O wyjściu do kina mogę jedynie sobie pomarzyć. Bez barier jest jedynie dyskoteka "Palermo", tam bez problemu co tydzień mogę się zabawić. Jednak problem powstaje, gdy trzeba iść za potrzebą, pozostaje tylko krzaczek. Wspaniale jest za to w domu kultury, jest tam także przystosowana ubikacja.

            Większość barów jest nie przystosowana dla niepełnosprawnych, pozostaje zdać się na pomoc ludzi, choć nie zawsze to się udaje. Jeśli nawet chcą pomóc przy wyjściu z lokalu, to nie są w stanie. Bardzo za to przyjaźnie nastawiony dla osób niepełnosprawnych jest lokal "Fiesta", tu się wiele zmieniło na lepsze. Brak także jakichkolwiek barier w Pizzeria "Stodoła" , no i oczywiście w kafejkach internetowych w Jarocinie, które są dwie i bez problemu można z nich korzystać.

            Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji jest bardzo dobrym miejscem na relaks dla osób niepełnosprawnych. Szkoda że nie ma tam jakiegoś nauczyciela ,który nauczył by mnie pływać z asekuracją na początku. Tak, że nie jest znowu źle, jest gdzie pójść.

            Jeśli chodzi o sprawy duchowe, to sprawa wygląda gorzej, tzn. także kościoły nie mają podjazdów. Kościoł Matki Boskiej Fatimskiej na Ługach jest chyba najbardziej przyjazny osobom niepełnosprawnym, ale od tego kościoła mieszkam daleko, prawie na drugim końcu Jarocina. Przydałby się podjazd pod kościół Chrystusa Króla, św. Jerzego i drobne zmiany przy dolnym kościele św. Antoniego z Padwy.


Problemy z uzyskaniem kredytu.


            Pisałem na wstępie, że poruszam sie na wózku. Samemu nie mógłbym go zakupić, to jest koszt co najmniej 4000 zł, (nie wspominając o takich modelach, które są na gwarancji ok. 5 lat i kosztują od 7000 wzwyż). Ja, jako osoba niepełnosprawna mająca 418 zł. renty socjalnej, nie mam szans, żeby taki wózek sobie kupić - choćby na raty. Żaden sklep z takim sprzętem nie sprzedaje na raty w Polsce i oczywiście mnie, jako osobie pobierającej rentę socjalną, żaden bank nie udzieli kredytu. Renta socjalna jest traktowana przez bank jak np. tzw. "kuroniówka", a nie stały niski dochód. I tak jest oczywiście w przypadku, gdybym chciał wziąść na raty telewizor lub jakiś inny sprzęt gospodarstwa domowego. Moim zdaniem, nie jest to sprawiedliwe, ponieważ renta socjalna powinna być traktowana na równi z rentą zusowską, a nie tak, jak stwierdził pan z sklepu ze sprzętem rtv, że "renta socjalna jest tylko do przeżycia, a nie jeszcze do spłacania na raty sprzętu".

            Nie wspomniałem jeszcze o tak ważnym dla mnie sprzęcie, który dla przeciętnego człowieka jest błahą rzeczą, a dla mnie jakże potrzebną - o telefonie komórkowym. Jeżeli nie posiadam renty z ZUS-u, nie mogę go kupić. To, że mam rentę stałą, choć niską (chyba żebym podjął pracę, to wtedy mi ją zawieszą), nikogo nie interesuje.

            Podobna sprawa jest z Państwowym Funduszem Osób Niepełnosprawnych. Nie rozumiem, dlaczego mój kolega, który jest sparaliżowany całkowicie (ręce i nogi), dostanie dofinansowanie na komputer, ja natomiast mam ręce sprawne i dofinansowania już nie dostanę.

            Gdybym chciał utworzyć działalność gospodarczą, może by mi się udało dostać pieniążki... gdybym przeszedł przez ucho igielne, ale muszę mieć dwóch żyrantów i żeby mieli zarobki takie, jak w Warszawie. Pozostaje więc liczyć na bogatą rodzinę, której niestety nie posiadam.


Dostępność budynków użyteczności publicznej i obsługa osób niepełnosprawnych.


            Sprawa dostępności budynków użyteczności publicznej jest taka, jak przedstawiłem powyżej - nic dodać, nic ująć. Chodzi nie tylko o bariery architektoniczne, ale także mentalne lub psychologiczne, bo też różnie to bywa. Przytoczyłem tu już sytuację, jaka miała miejsce w MGOPS w Jarocinie. Na ogół spotykam się w sklepach, instytucjach użyteczności publicznej z miłą obsługą, chociaż jeszcze raz chciałbym podkreślić to, że różnie bywa. Na ogół jest tak, że ludzie sprawni, bogaci, boją się inności drugiego człowieka. Natomiast ludzie, którzy mają w rodzinie osobę niepełnosprawną, są przyzwyczajeni i z takimi miałem najlepszy kontakt. Boli mnie to, że ludzie, którzy są po to, żeby pomagać osobom takim jak ja, tak naprawdę patrzą, ile mają w tym swojego interesu. Tacy ludzie zbierają jakieś pochwały, nagrody, wywyższają ich w telewizji, radiu i prasie jako ludzi wielkiego serca, a tak naprawdę to najgorsi matacze i osoby niegodne jakiekolwiek poszanowania. Lecz nie wkładajmy wszystkich do tego samego worka. Przykładem tych dobrych i bezinteresownych ludzi jest pan dyrektor JOK-u, Bogusław Harendarczyk, który zawsze i wszędzie służył mi pomocą. Chciałbym, żeby takich ludzi było więcej.

Dariusz Hofmański